• Wpisów:64
  • Średnio co: 50 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 22:51
  • Licznik odwiedzin:19 264 / 3311 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ojciec zabrał mnie wczoraj do lasu bielańskiego.
Poczułam się podle. Ogrom drzew pochylonych nad drogą którą jechaliśmy przerósł mnie i dobił. Ściskając ajpoda podłączonego do radia samochodowego(leciały brazylijskie przeboje), pisnęłam tylko - no fajnie tu. Ojciec chciał mi pokazywać kościół, ale na szczęście był jakiś ślub.
Wyjechaliśmy na bloki, na miasto. Uff.
Ja się chyba nadaję tylko do pól, morza, plaży - idiotyczna schizofrenia miejskiego dziecka.
 

 
Po raz pierwszy w życiu stawiłam się na hali mirowskiej - niesamowite, człowiek może sobie tak spacerować godzinami macając pomidory i wybierając
owoce do wiklinowego koszyka jak super-chuda-ekologiczna-europejka, w ogóle najlepiej Francuzka. Zrobiłam tartę z rabarbarem i jabłkami. Mamo. Taki stragan pod nosem to jest coś całkowicie wspaniałego.
 

 
Dzisiaj byliśmy z mym ojcem-psem Psotą na targach motocyklowych w celu zakupienia mi kasku. Ciężka wyprawa.
Nie dość, że daleko, śmierdzi kiełbasą z grilla i kupą końską, to człowiek jest skazany na starcie z facetami w obciachowych kombinezonach i ich znudzonymi lasiuniami. Poza tym cały czas siąpił deszczyk który co namiot wpadał ojcu za kołnierz. Jednak:
Zdobyliśmy gacie dla Siśka, najlepszego przyjaciela ojca. Facet, który nam je opylił z początku zdobyl moją sympatię, bo wyglądał jak wychudzony Al Bundy i nie miał tej idiotycznej motocyklowej kurtki. Potem jednak z pasją wyłożył nam główne problemy z jakimi borykają się motocykliści ("w innym materiale to, za przeproszeniem, się panu jajka pocą, łojezu co tam się dzieje". Potem kupiliśmy rękawice zimowe (ale tanio i P. wytargował cztery złote mniej). Potem było mi zimno, zgłodniałam (kiełbasa!), a wszystkie mierzone kaski były w kategoriach "drogie ale dobre" lub "tanie i zły rozmiar". Inny dziwny człowiek, mocując mi kask na głowie uciskający jak dziewica norymberska, rozpoczął wyklad w stylu "ja to jestem tolerancyjny ale czarni i islam niech zostają w Afryce". Wtedy to coś we mnie pękło, zapewne zbuntowały się znudzone soki żołądkowe, ojciec pochwycił moje spojrzenie i wróciliśmy do samochodu.
Bez kasku i bez kasy, bo poszła na bilety i spodnie Siśka. A, no i na rękawice zimowe.
Wyziębieni, dotarliśmy do auchana wtapiając się w sobotnią bitwę pod spożywczem. Wychodząc bez wózka ale z siedmioma siatami i dwoma baniakami wody, na parkingu powitało nas - słońce.
  • awatar Gość: Księżniczko, szit fak, zostałaś kolejnym "powodem" odsuwającym mnie od zajęcia się projektami, do których terminy gonią... Musiałaś wrzucić linka do opisu na komunikatorze? :D Co do "dziwnego człowieka": kiedy czytam o zamieszkach na przedmieściach we Francji, naduprawnieniem muzułmanów w Wielkiej Brytanii (prawo szariatu) czy tureckiej mniejszości w Niemczech to muszę przyznać "dziwnemu panu" trochę racji. Niemcy: http://europa21.pl/wiadomosc/11629-Muzulmanie_inaczej_rozumieja_gwalt_i_musimy_to_zrozumiec... Anglia: http://blogmida.pl/2009/03/16/anglicy-zlewaja-na-islamizacje/ USA: http://www.fronda.pl/news/czytaj/muzulamnin_stracil_glowe I trochę na wesoło z Włoch: http://www.wykop.pl/link/119806/dlaczego-we-wloszech-jest-tak-niewiele-muzulmanow-kraj-katolicki-watykan
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ciąg dalszy sprawozdania z Warszawy.
Marii Antoniny nikt oczywiście nie chce. Namalowałam poza tym Semele z Haendla, Papagenę z Mozarta i zrobiłam pudełko do bizuterii znowu z jakąś osiemnastowieczną kokietą. Nic z tego nie będzie, skończy się na kiepskiej pracy i zarobkach góra 2000 brutto. A tak by było pięknie zarabiać choćby 200 netto na obrazkach. Jakby co wkładam zdjęcie pudełka i portretu F. Petrarki.



  • awatar olaszka: sprzedasz!
  • awatar Gość: @olaszka: Tobie nie sprzedam! :)
  • awatar olaszka: to sprzedajesz to pudelko czy nie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Zabieram się za nowy biznes, tzn malowanie portretów Marii Antoniny i postaci z ulubionych oper i sprzedaż tego za bezcen.
Jakby nie wyszło (jest w końcu kryzys), to moi dziadkowie się zlitują i kupią. Albo może mój tata? Mało kto rozumie wielką sztukę.
  • awatar Gość: zrobie zdjecia jak skoncze :)
  • awatar Gość: będzie dobrze księżniczko ;) http://www.youtube.com/watch?v=_kcDdHFN85Q
  • awatar olaszka: dasz mi do wgladu kochanie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już w Warszawie, słucham Annick Massis, nowe odkrycie.

Po bezczynności w domu F. włączył mi się dodatkowy napęd działań. Biegam na uczelnię, 3 razy w tygodniu na capoeirę i taniec, pichcę i cośtam mażę. Wywaliłam nawet regał z pokoju i przestawiłam z ojcem graty w piwnicy.
Wszyscy pytają, czy mi tęskno za Fredunią, a ja odpowiadam, że tam tęskniłam do Warszawy.

Dopiero niedawno - przy zmywaniu garów, przypomniał mi się F., jego droga twarz, i zgięłam się nad zlewem.
Tęsknię, niestety.
 

 
Przepis na czekolade Fredka, deser przygotowywany głównie w Kampanii podczas karnawału:

450-500g cukru
100g kakao
100g skrobia kukurydziana
pół tabliczki gorzkiej czekolady
1/2 litra mleka
cynamon
vanilia

wymieszac wszystko i postawic na małym ogniu, mieszając przez jakieś 30 min. Spożywać z faworkami (tutaj: chiacchiere, czyli pogaduszki).
 

 
Takie widoki znajdziecie w najstarszej części Neapolu na każdym kroku. Włosi, którzy tu mieszkają często skończyli tylko podstawówkę i posługują się przede wszystkim dialektem. Oni nie potrzebują refleksji i zachwytu, tak reagują tylko turyści. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że południe Włoch nie kontunuuje 'naumyślnie' starych tradycji. Oni po prostu żyli tak zawsze - czy byli to Grecy, czy Rzymianie, czy pod dominacją hiszpańską, charakter tej części miasta został całkowicie zachowany, a nieliczne zmiany na przestrzeni wieków to rozpowszechniajace się z czasem kapliczki, skutery i samochody przeciskające się przez ciasne uliczki, i, przede wszystkim - pojawienie się telewizji w każdym domu. I to telewizja właśnie nauczyła tych ludzi języka włoskiego, w większym stopniu niż szkoła.
 

 
O' panar (czyt mniej wiecej upanar-y): koszyk spuszczany z okna lub balkonu, w ktory ktoś na dole pakuje np. zakupy, żeby nie trzeba było specjalnie latać po schodach. Często wkłada się do takiego panar listę produktów, które sprzedawca ze sklepiku z parteru podaje, a potem czeka na pieniądze, które docierają tą samą drogą.
Tutaj sławne wejście do Mariki i Ani.
  • awatar Gość: ooo, ja taki koszyk do wyprowadzania psa chcę:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Najlepsza pizza w Neapolu, więc pewnie też we wszechświecie. Fantastyczne ciasto, delikatne, cieniutkie, miękkie, zalane świeżym sosem, plus oregano i czosnek. No tak, po co to piszę, wszyscy wiedzą, z czego składa się Marinara. mmm.
 

 
Jestem na skraju wytrzymałości. Obudziłam się specjalnie wcześniej by się uczyć. Tak naprawdę i tak nie można byłoby spać, bo pod domem stał jakiś żebrzący saksofonista. Siadłam do nauki. Przed dziesiątą przyszli GOŚCIE z dwuletnim, wrzeszczącym bachorem i matką wtórującą mu w prymitywnym dialekcie. JAK, pytam JAK można wpadać bez uprzedzenia w niedzielę o 9:45?!
Poszli sobie, chwila ciszy, ojciec F. wrzeszczy z łazienki (położonej na końcu korytarza) do kuchni (na drugim końcu). Wdech, wydech. Uff.
Wtedy pod oknem pojawia się cholerna katolicka orkiestra z cyrkową melodią wygrywaną na trąbie i bębnach, z dwoma gigantycznymi proporcami z Matką Boską.
Do domu, chcę do domu!!!!!!! Do mojej cichutkiej dziupelki z Chopinem w tle!
  • awatar Gość: już niedługo. adamek do serca przytuli i ukoi! :)
  • awatar Gość: ojej, niczym Adaś Miauczyński :( szczerze mówiąc, rozumiem, co przeżywasz, u nas też w niedzielę o 9:00 pod oknami zaiwania jakiś koleś. Kiedyś myślałam, że to jakieś arabskie modlitwy muezina, nagrane na kasetę i nadawane przez wrzeszczący megafon, ale okazało się że to jakiś koleś, który jeździ takim malutkim "ciężarowym" samochodem z warzywami i owocami na naczepie...
  • awatar Gość: Maryś pociesz się,że będziesz to kiedyś wspominać ze wzruszeniem w tle :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Będzie to jeszcze bardziej w stylu "Balsam dla duszy nastolatka", ale buba mnie wzruszyła naprawdę:

mru, w ataku głębokiej melancholii okazalam fredkowi reksia i opowiedzialam szlochając o odcinku ze świerszczykiem
[22.55.19] mru scrive:wiesz, jak mu zrobił łóżeczko z pudełka po zapałkach
[22.56.03] waldemar bulikowski scrive:jasne że pamiętam a pamiętasz że to był tajny odcinek? na samym końcu tasmy i wcale nie było go w spisie?
[22.56.25] mru scrive:mamo, kurde. ja cie strasznie kocham.
[22.56.46] waldemar bulikowski scrive:misiu kurde ja cie strasznie kocham
 

 
Chyba zawsze będę tęsknić za tym, co było. Za kapeluszami na ulicach, za Warszawą, kiedy była jeszcze "Paryżem północy", za moim Dziadkiem jako małym chłopcem ze zdjęcia. Tych czasów - na szczęście? niestety? nie poznam nigdy.
Ale tęsknię też za własnym dzieciństwem. Za latem, kiedy na wsi u rodziny siadłam na pagórku i, patrząc na zachodzące słońce i świętokrzyski pejzaż, czułam, jak serce przepełnia się dziwacznym uczuciem, które mogło znaleźć ujście tylko w wybuchu płaczu. Uznano, że dziecko zmęczone i dlatego się maże bez powodu - całkiem racjonalna diagnoza. A może to ta chwila obcowania sam na sam z naturą, to poczucie absolutnego, harmonijnego piękna mnie zaskoczyło i przeraziło?
Podobne wzruszenie czułam w zlikwidowanej już sali Muzeum Narodowego, w prawym skrzydle, gdzie nikt się nie nigdy zapuszczał. Były tam dwie, wysoko zawieszone, gigantyczne martwe natury. Bordowe ściany wołały o remont, światło wpadało przez wysokie okna, a ja wdychałam zapach kurzu i rozkoszowałam się samotnością.
Mam wrażenie, jakby tamte momenty były prawdziwe, a to, co przeżywam teraz - to już tylko echo, melancholijne poszukiwanie siebie-dziecka. I znów ganię się w myślach - przynajmniej mentalność pretensjonalnej czternastolatki we mnie została.
  • awatar Gość: wczoraj z moim Mamutkiem rozmawialiśmy o tym, że my heart belongs to Mrusia i stwierdziliśmy jednogłośnie, że jesteś korą persefoną!
  • awatar Gość: no coż...pisze tuz po odpowiedzi na meila Twego. Mamy b.b.b. podobne pzremyślenia :)))) ciotka kociara
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
[21.29.53] waldemar bulikowski (a tak naprawde moja matka pisząca z profilu ojca) scrive:nie juz się położe podobnie jak ojciec ostatni z trudem rano wstaje i och jakie mam okropne sny- juz tak ucudaczone że freud by padł z wrażenia np. dzis mi się sniło, że ja baba 50 lat byłam w ciązy,bałam sie porodu a ty mi doradziłas żebym poszła na pochód pierwszomajowy to nie zauwaze jak urodze, no i miałas rację do tego stopnia nie zauważyłam, że efekt pochody był do odebranuia w kiosku ruchu, okazało się, że powiłam pisankę. szafirową. Nie pokazuj tego wpisu nikomu, bo mnie niechybnie zamkną u czubków

Mamo przepraszam ale NIE MOGŁAM tego nie pokazać światu! Kocham Cię za Twoje szaleństwo.
  • awatar blognieistnieje: mama - cudna!:)
  • awatar Gość: oj!!!! Marysiu kochana, pisanko... Ja mamę twą za dobrze znam żeby mnie dziwił taki sen. Powić pisankę w pochodzie pierwszomajowym...CUDO!!!! ciotka kociara
  • awatar Gość: moi aussi!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jak Marika wygrała dwa croissainty:
co miała zrobić:
http://s36.photobucket.com/albums/e4/mroux/?action=view&;current=capoeira1.flv

voila':
http://s36.photobucket.com/albums/e4/mroux/?action=view&;current=marika.flv

skubana!
  • awatar mroux: :)
  • awatar Gość: piękne... Skubana ;) dzięki Mru za pewnie wiesz co :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›